Kolejne pytania nasunęły mi się na myśl nie wiedząc co moja przyjaciółka ma z tym wszystkim wspólnego. Gdzieś z pomiędzy nas wyłonił się Matt, który od początku przyglądał się nam jakby nie mógł uwierzyć w to co się tu wyprawia.
-Megan, co ty powiedziałaś? O czym Gwen twoja najlepsza na świecie przyjaciółka wie? - Jestem mu bardzo wdzięczna, że się w tym momencie odezwał, ponieważ kompletnie mnie wcięło. Nie byłam smutna, byłam zła, bardzo zła. Na Luka - już obcą mi osobę, oraz na moją przyjaciółkę - jeśli po tym zdarzeniu będę mogła nazwać ją moją przyjaciółką.
-Matt, to nie twoja sprawa...- odpowiedziała Megan i spuściła głowę patrząc się na podłogę jakby było jej głupio.
-To jego sprawa nie zapominasz, że...
-A kto to do kurwy jest? - przerwał mi Luke.
-Mógłbyś mi nie przerywać dupku? Nie powinno cię obchodzić kto to jest, jakie to ma znaczenie? Co wasza dwójka miała na myśli pytając się czy coś wiem? - Luke i Megan wymienili spojrzenia.
-Gwen, to nie jest jeszcze czas, żebyś się dowiedziała, nie powinniśmy...
-Nie, wiesz co, może to ty posłuchaj, jeśli nie zdecydujecie się we dwójkę i nie powiecie mi tego to nie licz, że się do ciebie odezwę, nie licz w ogóle na cokolwiek ode mnie. Teraz już chyba dobrze wiem, dlaczego byłaś negatywnie nastawiona co do moich planów. Nie chce ciebie nawet widzieć, najlepiej jakbyś mi się nie pokazywała na oczy i dała spokój. I tak samo ty! - pokazałam palcem na Luka, a nim zorientowałam się, że krzyczę tak, że cała klasa się przysłuchuje podeszła do nas pani Whitnerstwood..
-Więc widzę, że mamy tu małe spięcie. Megan kto jest twoim partnerem? - spytała się dziewczyny.
-Paul.
-Dobrze, a twoim? - wskazała na mnie.
-Nie wiem. - odpowiedziałam jej zgodnie z prawdą.
-W takim razie bardzo proszę Luke będzie twoim partnerem. Mam nadzieje, że dzięki temu wasz konflikt się rozwiąże szybciej niż ja oraz cała klasa moglibyśmy wnioskować po waszej nie zbyt przyjemnej rozmowie. - odwróciła się wróciła do swojego poprzedniego zajęcia.
-Nienawidzę was. - powiedziałam do dwójki znajomych stojących przede mną i w tym momencie rozbrzmiał dzwonek na przerwę więc szybko wyszłam z sali nie czekając na nic.
Udałam się w kierunku wyjścia ze szkoły mając nadzieję, że nikt ani nic mnie już nie zatrzyma. Wściekłość ogarnęła całą mnie. Nie wiem co moja była przyjaciółka oraz były chłopak kombinowali. Naprawdę nie wiem co mają ze sobą wspólnego ale na tą chwilę mało mnie to obchodzi. W zasadzie to nie, obchodzi mnie to i to bardzo ale co ja mam z tym zrobić? Mogę jedynie czekać na jakiekolwiek wyjaśnienia choć w zasadzie nie wiem czego mam się spodziewać. Moje myśli są teraz strasznie poplątane. Dobrze, że chociaż Mattowi mogę zaufać..., chyba. Nie wiem nawet gdzie on jest ale gdy wychodziłam z sali on zaczął się kłócić z tamtą dwójką. Wow, co się porobiło. Przecież Megan była moją najlepszą przyjaciółką, najlepsza przyjaciółką, była, teraz już nie jest i zanim się spostrzegłam zaniosłam się płaczem. Może w życiu nic nie ma prawdziwej wartości, może nie jest dane nam jej poznać a może jest na wyciągnięcie ręki a my nie umiemy jej chwycić bo jesteśmy w sidłach kłamstw. Może w życiu nie ma też czegoś takiego jak prawdziwa miłość, prawdziwa przyjaźń. Kurwa, w życiu dla niektórych jeszcze nic nie przeszłam, w końcu mam tylko 17 lat a przez ostatni rok zachowywałam się jak skończona kretynka ale przecież to nie może być tak, że jestem z niczym. Nie może prawda?
Stałam na przystanku czekając na autobus, który ma mnie odwieźć do domu gdy zatrzymał się czarny samochód i otworzył drzwi wołając mnie. Od razu poznałam głos mojego byłego chłopaka aka "największego dupka na całym wszechświecie". Kiwnął głową na znak aby wsiadła i nie wiem co mnie podkusiło ale zrobiłam to. Wsiadłam do samochodu kiedyś najbliższej mnie osoby, którą kochałam, która darzyłam ogromnym zaufaniem, która zostawiła mnie, przez którą wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym i chciałam popełnić samobójstwo, która ukrywała się przede mną przez równo rok, która zapomniała o moim istnieniu, która wprowadziła do mojego życia najwięcej radości i smutku, którą pierwszą szczerze pokochałam, która nie kochała mnie. Może popełniłam błąd robiąc to ale w tamtym momencie to się nie liczyło. Usiadłam na miejscu pasażera i spojrzałam się w stronę Luka, który odjechał z piskiem opon. Od razu łzy zaczęły spływać mi po twarzy, a ja starałam się je wytrzeć tak aby tego nie zauważył, jeszcze tego by brakowało. W tamtym momencie dotarło do mnie gdzie jestem a przede wszystkim z kim, chciałam otworzyć drzwi lecz były zablokowane, zaczęłam je szarpać z całej siły.
-Przestań to robić, jesteśmy na autostradzie a one i tak się nie otworzą! - powiedział w anielskim spokoju chłopak cały czas prowadząc samochód.
-JAK MOŻESZ BYĆ TAK SPOKOJNY? DLACZEGO JA TU JESTEM? CO TY ODE MNIE CHCESZ? ZATRZYMAJ SIĘ CHCE WYSIĄŚĆ! NIE CHCIAŁAM TU Z TOBĄ BYĆ, NIENAWIDZĘ CIĘ! - zaczęłam krzyczeć i szlochać jednocześnie
-Chciałem cię zabrać na McDonald'a, zgodzisz się?
-Co? Słucham? Nie, nie... - pokiwałam głową w geście zirytowania - Nie wierze. JAK KURWA PO TYM WSZYSTKIM MOŻESZ ZAPRASZAĆ MNIE GDZIEKOLWIEK? KURWA MAĆ ALE Z CIEBIE KUTAS!
-Uspokój się, chcę tobie wszystko wytłumaczyć. Byłaś ciekawa jeszcze chwilę temu. Daj mi szansę zrobić to bo innej może już nie być i nie płacz Gwen, proszę.
-Po pierwsze nie stawiaj mi żadnych warunków, po drugie ok, zgadzam się ale będziesz miał 10 minut jak tam dotrzemy, a po trzecie jak możesz mnie o cokolwiek prosić? - Byłam okropnie poirytowana, przestałam już płakać a ciekawość zastąpiła smutek tym razem. Pewnie mnie okłamie, to chyba weszło już w jego zwyczaj.
Gdy dotarliśmy po 15 minutach na miejsce wysiadłam z samochodu trzaskając drzwiami i pokierowałam się do środka. Usiadłam przy pierwszym wolnym stoliku i spojrzałam się na Luka, który siadał po drugiej stronie tak, że byliśmy twarzą w twarz. Nasze spojrzenia spotkały się a ja poczułam dziwne uczucie w moim brzuchu. Nie chcę znowu przez to wszystko przechodzić, przecież to chore.
-Więc... - zaczął Luke ale przerwał z niepewności - Chyba ci się to należy. Powinnaś poznać całą prawdę, możesz pytać o wszystko.
-To ty miałeś zacząć... Jak zwykle wszystko psujesz. - odpyskowałam mu. Mam go już dość, nienawidzę go, nienawidzę go z całego serca... albo przynajmniej chciałabym aby tak było.
-Gwen, proszę - spuścił głowę w dół jakby na znak... smutku? Nie, to na pewno nie to on nie jest taki. Jest bardzo cwany, przebiegły, wredny, jest okropnym człowiekiem.
-Ok, no to może - podniosłam głowę go góry w geście zastanowienia się - dlaczego psujesz moją przyjaźń z Megan? - to przecież na niej mi zależało najbardziej i uznałam, że powinnam dowiedzieć się, co się dzieje z nią.
-Megan nie jest... - zatrzymał się i spojrzał mi prosto w oczy -...nie nazywaj jej swoją przyjaciółką. Możesz myśleć co chcesz, ale ona nie jest twoja przyjaciółką. Oszukiwała cały czas ciebie, najlepiej jakbyś zostawiła ją w spokoju. - otworzyłam usta w geście zdziwienia.
-Nie wierzę, że to powiedziałeś! Jak mogłeś. - spojrzałam się na niego - Dobrze, następne pytanie to - i teraz przypomniała mi się chwila jak graliśmy w pytania w 2 gimnazjum, pytaliśmy siebie o wszystko, leżeliśmy nad jeziorem, przytuleni do siebie. To była nasza trzecia "randka". Było niesamowicie, chciałam wtedy zrobić nam zdjęcie ale żadne z nas nie miało telefonów przy sobie i strasznie byłam zdołowana, ponieważ pomyślałam, że to byłoby bardzo słodkie i mogłabym patrzyć na to zdjęcie cały czas myśląc, jak cudownie to jest być z nim, jak cudownie jest być osobą, która ma drugą tak wspaniałą osobę przy sobie. Teraz wiem, że pomimo, że nie mam tego zdjęcia pamiętam o tym... Nie tylko o tym. Pamiętam o wszystkim i wystarczył mi tylko jego widok. Dziwne, wcale nie potrzebowałam tego aparatu, wszystko mam w głowie, to wspaniałe, ale nie... to nie może być wspaniałe..., jednak musiałam się go o to zapytać... - zapomniałeś o nas? - spojrzałam się w dół na mój kubek od kawy, który na samym początku przyniósł Luke pamiętając jaką lubię najbardziej. Byłam okropnie zawstydzona i skarciłam siebie w myślach za to, że byłam taka słaba.
-Gwen... - odpowiedział patrząc się na mnie, czułam jak przeszywa mnie jego spojrzenie ale wcale nie czułam się skrępowana. Wiedziałam, że z każdym razem im więcej jestem koło niego rozsypuję się na kawałki, nie wiem już co jest realne a co nie. Co ja mam teraz zrobić? Spojrzałam się na niego oczekując odpowiedzi.
--------
Więc mamy kolejny rozdział. Strasznie mi przykro, że jest bardzo mało czytelników i tak naprawdę to jestem ogromnie zawiedziona, tym bardziej, że wiem, że osoby, które to czytają nie komentują tego a naprawdę, dzięki komentarzom od was jest mi najmilej na świecie.
Do następnego weekendu :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz