Trwało to chyba wiecznie, nie wiem nawet dlaczego mi na tym zależało. Nie wiem co we mnie wstąpiło.
-Tak.
-Tak? - spojrzałam zdziwiona
-Zapomniałem. - Luke spuścił głowę w dół.
Gdy to usłyszałam po prostu wstałam i wyszłam z McDonalds'a kierując się do domu. Miałam stamtąd około 20-30 minut drogi pieszo. Autobus jeździł tamtędy tylko jeden i to dość rzadko, a ja musiałam dostać się do domu jak najszybciej potrafiłam. Słyszałam tylko jeszcze jak chłopak wybiegł za mną i wołał moje imię ale po co miałam się zatrzymywać. Tak naprawdę niczego się nie dowiedziałam. Sama to spieprzyłam. Po co ja zadałam to pytanie. Na co niby liczyłam? Myślałam, że powie, że nie zapomniał o mnie, że nadal chciałby żeby nasza znajomość trwała? Może to nawet lepiej, że teraz będzie nas łączyła tylko szkoła, choć w zasadzie nawet ona nie powinna. Może powinnam poprosić wychowawczynię o zmianę partnera? W zasadzie to nie chcę robić problemu, pewnie za dwa miesiące znajdą nauczyciela na zastępstwo i wszystko wróci do normalności. Miejmy nadzieję, że tak będzie.
Po dość męczącej drodze dotarłam do domu. Rodziców jak zwykle nie było, przywitał mnie mój naprawdę beznadziejny pies. Stał na środku korytarza i patrzył się na mnie. Mieszkałam w dwu-piętrowym bloku na samej górze. Trochę już mi się znudziło to wszystko, przeprowadziłam się tu gdy miałam 5 lat i mimo, że mam bardzo ładne mieszkanie to jakoś zmiana chyba by mi się przydała. Postawiłam moje białe converse'y na wycieraczkę i pokierowałam się w górę schodów, które były na przeciwko drzwi wejściowych od których również było widać cały salon, ponieważ wszystko było połączone - łącznie z kuchnią, która znajdowała się na końcu ogromnego salonu z którego widać było całe osiedle i różnie rzeczy takie jak plac zabaw, sklep osiedlowy, parking. Za tymi dwoma pomieszczeniami znajdowały się 3 pokoje, sypialnia moich rodziców, łazienka i pokój biurowy z którego tak naprawdę nikt nie korzysta ale jest. Gdy weszłam na górę pokierowałam się prosto do mojego pokoju.
Ze schodów obejrzałam jeszcze cały salon wraz z kuchnią szukając czegoś do czego mogłabym się przyczepić. To mój nawyk. Po prostu tak mam. Pokój mam na końcu korytarza po prawej stronie, po lewej jest łazienka, która ma również połączenie z moim pokojem. Uwielbiam swój pokój jest w stylu vintage - przeciwnie do całego mojego domu. Po lewej stronie znajduje się stara szafa z lustrem, które dostałam od babci na piętnaste urodziny. Na wprost drzwi wejściowych mam duży parapet na którym zawsze uwielbiam siadać i patrzyć na wszystko, a natomiast po prawej stronie mam duże łózko pasujące do wystroju całego pokoju. Na ścianie drzwi po prawej stronie mam małe biurko, które bardziej wygląda jak stolik. W całym moim pokoju jest bardzo jasno, ponieważ wszystko jest w kolorze białym, nawet wykładzina.
Pierwsze co zrobiłam to zmyłam makijaż i przebrałam się w spodenki dresowe oraz bluzkę w paski na długi rękaw.
Rzuciłam się na łóżko myśląc o całym przebiegu zdarzeń z dzisiejszego dnia. Gdzie jest teraz Matt albo moja mama? Jestem zdana sama na siebie..., bynajmniej dokładnie w tym momencie. Nie mam przyjaciółki, nie mogę do niej zadzwonić, nie mogę z nią porozmawiać. Tak będzie już na zawsze? Meg dopiero co wróciła od ciotki, dokładnie kilka dni temu i w pierwszy dzień po kilku miesiącach nie odzywania się pokłóciłyśmy się? I to naprawdę kłótnia na dobre.
Chyba nadal w to nie wierzę. Dziwie się, że jednak nie jestem zrozpaczona. Może tak naprawdę od dawna jako przyjaciółki nie dogadywałyśmy się i może widziałyśmy to ale żadna się nie przyznała? Mówiłyśmy sobie, że nasza przyjaźń jest wieczna, że to ta prawdziwa przyjaźń o którą nie trzeba walczyć, ponieważ zawsze jest. Jak łatwo można się zabłądzić w tym wszystkim. Jak łatwo można stracić poczucie rzeczywistości, jak łatwo można się pogubić... Bo pogubiłam się, prawda? A może teraz to wszystko usprawiedliwiam przed sobą? No ale dlaczego miałabym to robić? Równie dobrze mogłabym płakać, moja depresja mogłaby powrócić, ale nie..., nie mogę na to pozwolić.
Postanowiłam, że zadzwonię do Matta i poproszę żeby do mnie przyjechał. Wybrałam jego numer w telefonie.
-Oo, cześć Gwen. Właśnie do ciebie jechałem. Dobrze, że zadzwoniłaś. - odezwał się pierwszy i wyobrażałam sobie jak się uśmiecha w tym momencie.
-Drzwi są otwarte - powiedziałam z obojętnością
-Coś się stało? - spytał i myślałam, że wybuchnę ze złości - Przepraszam. Nie chciałem, przepraszam. Ja pierdole, Gwen jestem głupi. - zaśmiałam się na jego zakłopotanie a cała złość mi przeszła.
-Dajmy spokój po prostu przyjedź - powiedziałam i rozłączyłam się rzucając telefon obok siebie.
Nim się zorientowałam zasnęłam.
Gdy obudziłam się poczułam, ciężar pod którym wygina się łózko i obróciłam się widząc, że to mój przyjaciel leży z laptopem na kolanach. Od razu się do mnie uśmiechnął a ja odwzajemniłam to biorąc butelkę leżącą obok łóżka i biorąc łyk wody.
-Ile spałam?
-Krótko, około 30 minut.
-Mogłeś mnie obudzić.
-Byłaś zbyt słodka.
-O mój boże coś ty powiedział Matt? - spytałam się go oburzona. Nienawidzę romantyczności, to najgorsze co może być, po prostu to jest okropne cały czas mówienie sobie ''kocham ciebie'', ''jesteś najcudowniejszy na świecie'', ''dziękuje, że jesteś''. Matt dobrze o tym wiedział i sam był przeciwko temu lecz to instynkt opiekuńczy był chyba po prostu silniejszy. Czasem dobrze jest mieć taką osobę ale nie można dać się zwariować.
-To był żart, tak naprawdę się śliniłaś. - zaśmiał się
-Dzięki przyjacielu.Więc przyjechałeś tu tak po prostu czy jednak coś się za tym kryje? - spytałam się go
-Wieeeesz - zaczął błądzić wzrokiem po całym pokoju uśmiechając się cwaniacko. To było oczywiste, że po coś konkretnego tu jest.
-No mów, mów! - ponagliłam go bo byłam ciekawa.
-Po tym jak ty byłaś z nim na kawie - przerwał na chwilę - zadzwonił do mnie i też się spotkaliśmy.
-Nie gadaj - odpowiedziałam kompletnie zaciekawiona.Nie wiem co czułam, moje uczucia były przedzielone żelazną ścianą i nie wiedziałam jak się do nich dostać.
-To była tylko chwila, kilka minut dosłownie, wiem, że możesz być zła - przerwałam mu
-Nie jestem, mów dalej - uśmiechnęłam się do niego
-Nie jesteś? Kurde, dobra ale tak, jest w nim coś dziwnego, takiego nie do opisania. Nie rozumiem tego człowieka ale wiesz co? W pierwszej klasie widziałem go kilka razy w szkole, pokazywałaś mi zdjęcia Luka a ja go nie poznałem czuję się troszkę winny to naprawdę jest dziwne. Na tym spotkaniu pytałem się go o czym rozmawialiście ale nie powiedział ani słowa - zobaczył, że trochę posmutniałam przypominając sobie to jak mój były powiedział, że zapomniał o nas. - Gwen, co on tobie powiedział?
-Nic - skłamałam. Jeśli Luke mu o tym nie wspominał ja też tego nie zrobię. Nie chcę żeby ktoś o tym wiedział, nawet mój przyjaciel. - Po prostu po kilka latach i jeszcze roku ukrywania się to trochę dziwne. Ale sam wiesz o czym mówię. O czym wy rozmawialiście?
-Wypytywał się o to kim jestem rozumiesz? Trochę bezczelny typek.
-Typek - zaśmiałam się na słowo którego użył.
Matt spojrzał się na mnie i przyłożył swoje usta do moich. Na początku całowaliśmy się delikatnie, lekko muskając się ustami. Nasze warg zaczęły ze sobą współpracować, całowaliśmy się coraz
namiętniej. Chłopak przełożył
mnie na swoje kolana tak, że siedziałam na nim okrakiem. Delikatnie
przejechałam językiem po jego wargach. Odpłacił mi się tym samym po czym
wsunął język w moje rozchylone wargi. Zepchnęłam laptopa z kolan przyjaciela na ziemie, który w starciu z ziemią spowodował spory huk przez, który z Mattem szybko się
od siebie odsunęliśmy.
Zaśmialiśmy się równo i zeszłam z niego kładąc się na moje poprzednie miejsce.
-Wiesz co - chyba wiem co jest teraz dla mnie najlepsze. Chyba wiem już co powinnam zrobić. Przyjaciel spojrzał się na mnie ze zdziwieniem. Pewnie po tym co mu powiem poczuje się okropnie ale muszę to zrobić dla własnego dobra. - Myślę, że powinniśmy na jakieś czas przestać się kontaktować
---------
Rozdział dodaję z pewnym opóźnieniem, ponieważ nie było mnie weekend w domu. Przepraszam za błędy i naprawdę bardzo ale to bardzo proszę o komentarz! Czuję się trochę jakbym pisała to sama dla siebie więc błagam dajcie mi choć odrobinę motywacji!
Ale jak to przestać się kontaktować?!
OdpowiedzUsuń