Czułam jak tracę równowagę a chłopak szybko rzucił się w moją stronę, podtrzymując mnie. Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam nic powiedzieć. Czułam pustkę rozsadzającą mnie od środka. Nie wiedziałam co mam zrobić, nic z tego nie rozumiałam. Chłopak nic nie mówił trzymając mnie w swoim ramionach. Poleciała mi jedna łza, a za nią druga i trzecia... Gdy w końcu się ocknęłam stanęłam na równe nogi i uderzyłam chłopaka w twarz z otwartej dłoni. Nie spodziewał się takiej reakcji, więc odskoczył do tyłu łapiąc się za lewy policzek. Nie potrafiłam nic powiedzieć, nie potrafiłam wydukać ani słowa.
-Gwen daj mi... - zanim zdążył dokończyć wyrwałam się z jego objęć i jak najszybciej pobiegłam w stronę wyjścia, wpadając jeszcze na kogoś. Podniosłam głowę do góry i ujrzałam Matta, jednak nie zatrzymałam się i popędziłam przed siebie. Słyszałam jak ktoś krzyczał moje imię ale nie odwróciłam się. Chciałam jak najszybciej dotrzeć do domu, chciałam zapomnieć o tym co się wydarzyło, chciałabym zapomnieć o przeszłości, zrezygnować z teraźniejszości i nie czekać na przyszłość. Nie wiedziałam po co jeszcze tu byłam, po co tak się męczyłam.
Po długiej drodze wreszcie przekroczyłam próg domu i udałam się prosto do własnego pokoju. Widziałam, jak mama się wystraszyła widząc mnie w tym stanie i pobiegła za mną ale nie zdążyła nic zrobić, ponieważ zamknęłam drzwi na klucz. Byłam otoczona wspomnieniami, przykrymi wspomnieniami. Nie czułam się dobrze. Nie wiedziałam co mam zrobić. Mam porozmawiać z mamą? Zadzwonić do Megan? Może do Matta? Mam spotkać się z Lukiem? Chciałam zniknąć, chciałam pójść spać i nigdy się nie obudzić. Nie chciałam żyć. Pomyślałam, że zaśnięcie byłoby dobrym rozwiązaniem, jednak wiedziałam, że to nie będzie wyglądać tak jak ja chcę, bo za kilka godzin znowu się obudzę i będę musiała stawić temu wszystkiemu czoła. Jestem beznadziejna.
Chciałam się dowiedzieć prawdy więc dostałam jej. Dowiedziałam się, że to Luke jest tajemniczym chłopakiem i dowiedziałam się jak beznadziejne były nasze wspólnie spędzane miesiące. Po długich przemyśleniach zasnęłam, odpoczywając od wszystkich tych wydarzeń.
Obudziłam się i od razu co zrobiłam to spojrzałam na zegarek, była godzina 17:00, więc spałam ok.3 godzin chociaż nadal byłam zmęczona i nie chciałabym wychodzić z łóżka już nigdy, zwłaszcza po tym co się stało. Miałam jeszcze 20 nieodebranych połączeń od Matta, 5 od Megan oraz kilka sms'ów od nieznanego numeru. Nie chciałam na razie kontaktować się z nikim więc rzuciłam telefon na bok i ściągając śnieżno-białą kołdrę z siebie powolnym krokiem ruszyłam znaleźć mamę. Muszę jej powiedzieć o tym co mi się zdarzyło. Mimo,że już nie wiem komu mogę ufać to wiem, że na niej mogę polegać w stu procentach.
Gdy stanęłam w progu kuchni zobaczyłam moją mamę skupioną, stojącą przy oknie. Lekko odchrząknęłam a kobieta spojrzała się na mnie. Jej wzrok był pełny niepokoju, bólu, strachu i zdenerwowania.
-Mamo, musimy... - spuściłam głowę w dół, patrząc się na swoje bose stopy - porozmawiać. - Podeszłam kawałek i usiadłam na metalowym stołku przy blacie kuchennym. Kobieta zrobiła to samo patrząc się na mnie.
-Co się stało? Czy coś z Megan? - pokiwałam przecząco głową. Wiedziałam, że moja przyjaciółka pewnie już o wszystkim wie. Starałam się nie wybuchnąć płaczem.
-Byłam w szkole i... - przerwałam nie mogąc złapać powietrza - miałam się spotkać z Mattem... w sali biologicznej. - spojrzałam się na nią - Gdy tam weszłam... zobaczyłam... - spojrzałam się na rodzicielkę - Mamo, nie mogę. - Nagle wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem. Nie mogłam się opanować. Kobieta przysunęła się do mnie i objęła mnie oplatając jedną swoją ręką wokół moich ramion a drugą gładząc mi włosy. Poczułam się o wiele lepiej.
-Kogo zobaczyłaś kochanie?
-To był... Luke. - powiedziałam przełykając łzy. Kobieta przez moment zesztywniała znacznie się prostując.
Nie tylko ja ufałam kiedyś chłopakowi, moja mama też to robiła. Bardzo go lubiła. Kiedy popadłam w depresję dla niej to było zbyt dziwne i nic się nie trzymało kupy. Mówiła, że tu się dzieje coś jeszcze innego i takie tam rzeczy. Po czasie zaprzestała tego i znienawidziła go. Wiedziała, że to ciężki temat, którego bardzo nie lubię wspominać.
-Kochanie, słuchaj. - popatrzyłam się na nią - żaden chłopak nie może mieć na ciebie takiego wpływu. To ty decydujesz o swoim życiu, ty podejmujesz decyzje, ty wybierasz swój nastrój, ty możesz być najlepsza. Możesz pokazać ludziom, że się mylą, że jesteś najwspanialsza, że wszyscy są słabsi, bo to ty jesteś najsilniejsza, a ty chcesz się poddać, bo twoja przeszłość cię spotkała? Chcesz wycofać się z tego co otrzymałaś i o co walczysz? Chcesz zostać pokonana przez wszystkich wkoło, żeby się z ciebie śmiali? Wolisz się uśmiechać z najwspanialszymi przyjaciółmi, którzy darzą cię ogromną miłością czy może wolisz płakać w swoim pokoju samotna? To twoja decyzja. Nikt za ciebie jej nie podejmie jak i żadnej innej decyzji. Nikt. Ty masz wpływ na wszystko co dzieje się w okół ciebie. Musisz walczyć o siebie. Znasz przysłowie "to ty jesteś kowalem własnego losu", więc zastosuj się do niego. Uwierz mi, że to będzie warte twojej przyszłości.- zanim zdążyła wypowiedzieć wszystko otarłam łzy spływające po policzkach i uśmiechnęłam się w jej stronę. Ona ma racje. - Wiesz co powinnaś zrobić? - spojrzałam się na nią pytająco, czekając co powie - Powinnaś zadzwonić do Matta i powinniście iść się przejść na lody lub cokolwiek. - uśmiechnęła się w moją stronę.
Wstała ze stołka i podeszła do torebki leżącej przy drzwiach wejściowych w której trzyma portfel i wyciągnęła z niego banknot, który zaraz później wręczyła mi, mówiąc abym nie czekała na nic. Tak zrobiłam, nie wierząc, że to możliwe, że pomimo wszystko mam tak cudowną mamę, która potrafi tak wesprzeć. Weszłam do swojego pokoju szukając telefonu. Stwierdziłam, że nie będę czytać żadnych sms'ów od nikogo, ponieważ wiem od kogo mogłyby być. Tylko napisałam do Matta, żebyśmy się spotkali za 10 minut w parku.
Gdy wychodziłam z domu moja rodzicielka jeszcze krzyknęła w moją stronę, żebym bawiła się dobrze i nie wracała późno oraz nie martwiła się niczym.
Z oddali widziała czekającego na mnie Matta. Podeszłam do niego i przywitaliśmy się.
-Cześć, dziękuję, że tak szybko się zjawiłeś.
-Hej, w porządku, wszystko ok?
-Słuchaj ta dzisiejsza sytuacja..., może porozmawiamy o tym później? - Matt skinął głową i dalej rozmawiając udaliśmy się do pobliskiej kawiarni.
------
Więc zakończenie jest trochę nudnawe ale obiecuję, że jeszcze jeden rozdział i wszystko ruszy do przodu. Mam nadzieję, że wam się podoba to co piszę! Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem :) Zachęcam do komentowania tego rozdziału, ponieważ to bardzo motywuje, naprawdę! To może być nawet zwykła kropka byleby była! Następny rozdział planuję dodać za tydzień :)
Ja na razie ok i będę czytać :)
OdpowiedzUsuńZapraszam tez do siebie win-a-war.blogspot.com :)
Super czytam ,czekam na następny :)
OdpowiedzUsuń