*Rok później*
Obudziłam się chwilkę po 5:00. Miałam jakieś półtora godziny na uszykowanie się. Poszłam do łazienki, umyłam się i zaczęłam prostować włosy myśląc co mogę ubrać na dzisiejszy dzień. Był 2 września i moja psychika była w fatalnym stanie, ponieważ to pierwszy dzień szkoły. Gdy sobie przypomnę te cudowne dwa miesiące, które się skończyły z Matt'em i Megan wolałabym się zabić niż iść tam i ''postawić kres'' życiu prywatnemu na 10 następnych miesięcy. Przez ten rok zmieniło się wszystko - ja się zmieniłam. Zupełnie inaczej patrzę na otaczające mnie rzeczy, nie jestem taką dziewczynką jaką byłam wcześniej. Zdecydowanie wydoroślałam. Od pierwszej klasy liceum nauczyłam się wielu rzeczy, między innymi jak nie myśleć o przeszłości a cieszyć się teraźniejszością.
Po Luku pozostały mi tylko jakieś wspomnienia, które kruszą się z dnia na dzień coraz bardziej. Oczywiście liczę się z tym, że nigdy o nim nie zapomnę, zawsze będzie mi towarzyszył gdzieś w dalekiej przeszłości. W końcu był moim pierwszym chłopakiem, pierwszym pocałunkiem, pierwszym prawdziwym spojrzeniem w oczy, pierwszym trzymaniem się za ręce, pierwszym prawdziwym smutkiem, pierwszą prawdziwą radością i rzecz jasna jestem bardzo zadowolona z mojej przeszłości - jestem zadowolona z siebie, że dałam wszystkiemu radę. To dla mnie było najważniejsze. Jedna myśl mi nie daje spokoju, czy to prawda, że pierwsza miłość jest najsilniejsza i zostaje w nas na zawsze, mimo, że już dawno się skończyła. Podobno można się o tym przekonać ale to aż tak boli, że nim się spostrzegasz lądujesz na granicy własnej wytrzymałości a czas popycha cię do przodu i nic nie możesz zrobić. Zachwiejesz się, stracisz równowagę i już nic się nie będzie liczyło. Przegrasz. Trochę ciężka sprawa, a ja wolałabym się nie przekonywać, ponieważ biorąc pod uwagę zakończenie mojego pierwszego doświadczenia z moją własną granicą wytrzymałości spotkałabym się w trybie natychmiastowym. Póki co pozwolę sobie pozostać przy Mattcie. Oczywiście nie jesteśmy razem. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i bardzo mnie ten fakt cieszy, mimo iż wiele osób naprawdę mówi, że powinniśmy spróbować. Obawiam się, że to by zniszczyło naszą na tę chwilę relacje.
Po wyprostowaniu włosów pozostałe czynności zrobiłam z łatwością, ponieważ taty nie było w domu a mama spała bo miała dzisiaj wolne czy coś i nikt nie mógł mi przeszkodzić. Wyszłam z domu. Zmierzając w kierunku przystanku autobusowego myślałam o tym, jak ten rok szkolny może wyglądać. Czuję, że dużo się wydarzy biorąc pod uwagę, że już od wczoraj mam złe przeczucia. Jakby miało wydarzyć się coś złego. Nie wiem o co chodzi i mam nadzieje, że to tylko pomyłka.
Gdy wsiadałam do autobusu zobaczyłam Daphne - moją i Matt'a wspólną znajomą, o którą szczerze mówiąc byłam kilkakrotnie zazdrosna, ponieważ bardzo mu się podobała i często mi o niej opowiadał, fakt była bardzo ładna, jej duże brązowe oczy oraz długie włosy potrafiłby uwieść każdego chłopaka o czym dobrze się przekonałam na przykładzie mojego przyjaciela. Dziewczyna chodziła z nami do szkoły ale była o rok starsza. Poza tym nie wiele o niej wiem, nie interesuje mnie.
-O, Gwen! Cześć! - zwróciła się do mnie poklepując wolne miejsce obok, abym usiadła.
-Hejka Daphs. - Uśmiechnęłam się sztucznie.
-Jak tam po wakacjach? - Nienawidzę jak ktoś zadaje mi tak banalne pytanie z przewidywalną odpowiedzią.
-Kompletnie nie mogłam dzisiaj wstać, jestem już zmęczona a jak myślę o tych dziesięciu miesiącach to czuje, że moja głowa eksploduje i można by było tylko odliczać ostanie sekundy. A u ciebie jak?
-Dokładnie tak samo. - uśmiechnęła się do mnie. -Masz kontakt z Mattem?- Co za ironiczne pytanie. Czy to już pora na zabicie jej?
-Oczywiście! To mój najlepszy przyjaciel, jak mogłabym nie mieć z nim kontaktu?- roześmiałam się nerwowo z przebiegu tej rozmowy.
-To było głupie pytanie.
-No co ty - pomyślałam jednak resztka mojej przyzwoitości nie pozwoliła mi tego powiedzieć na głos wiedząc, że miałybyśmy ze sobą na pieńku do końca naszego ostatniego spotkania, które dość szybko by z pewnością nie nadeszło. Resztę drogi spędziłyśmy w ciszy. Cieszyłam się, że nie muszę jej słuchać i odpowiadać na kolejne głupie pytania. Daphne pewnie teraz będzie się kręciła koło mnie i Matta, ponieważ Megan wyjechała i nie będzie jej w szkole do końca września. Trochę za nią tęsknię bo nie widziałyśmy się długo a nasze kontakty uległy pogorszeniu. Nawet nie rozmawiałyśmy ze sobą kilka tygodni, coś jakby zapomniałyśmy o sobie, ale wracając do Daphne - Megan nienawidzi jej jeszcze bardziej i z wzajemnością. Zawsze gdy jej nie ma ona kręci się wokół mnie lub Matta. Nie mam pojęcia w jakim celu, ale dziewczyna dobrze wie, że nie ma na co u mnie liczyć więc musi chodzić jej tylko o mojego przyjaciela.
Gdy autobus zatrzymał się na właściwym przystanku wysiadłam z dziewczyną i poszłyśmy w kierunku szkoły. Przed wejściem czekał na nas Matt. Przytuliliśmy się na powitanie i poszliśmy w ciszy na lekcje patrząc na uczniów z pierwszego roku.
-Dobra dziewczyny! Stop... Chyba coś tutaj nie gra.- Spojrzałam się na Matta ze zdziwieniem, który musiał wyczuć napiętą atmosferę pomiędzy mną a Daphne. W zasadzie to trzeba byłoby być naprawdę kiepskim obserwatorem, żeby jej nie wyczuć - nie okłamujmy się.
-Gwen słuchaj, nie chcę być niemiła ale od rana dziwnie się zachowujesz, jesteś strasznie oschła. Co się stało? - Wow, Daphne jakaś ty spostrzegawcza. Przewróciłam oczami.
-Nic się nie stało, ja po prostu hmm - zawahałam się - mam okres! A wiecie jak to jest. - powiedziałam pierwsze co przyszło mi na myśl i uśmiechnęłam się nerwowo w ich stronę. Matt przyglądał mi się jeszcze dłuższą chwilę z wątpliwościami.
-Jesteś pewna Gwen?
-Tak, jestem pewna! Muszę iść po książki do zobaczenia na lekcji Matt, do później Daphs. - spławiłam ich jak tylko się da i poszłam przed siebie. Zaraz po tym poczułam jak ktoś chwyta mnie za nadgarstek i pociąga w swoją stronę. Wydarzenie zupełnie jak z taniego romansidła, które ogląda zazwyczaj moja mama kiedy ma gorsze dni, tylko, że główni bohaterowie jeszcze się całują. Nie odrywaliśmy wzroku od siebie. Dzieliło nas zaledwie kilka milimetrów a ja nie mogłam wyczuć dziwnego uczucia tkwiącego w tęczówkach mojego przyjaciela. Pierwszy raz poczułam między nami nić nadzwyczajnego nieporozumienia. Nie wiem do końca co to mogło znaczyć ale od tamtej pory wiedziałam, że coś może być nie tak a nasza relacja ulegnie zmianom. Czułam się w tych kilku sekundach strasznie przytłoczona, jakby Matt chciał posunąć się w tym wszystkim za daleko. Ale czy to możliwe? Przyrzekaliśmy sobie od początku, że jesteśmy przyjaciółmi, znaliśmy wszystkie swoje sekrety i obiecaliśmy sobie, że nigdy nic do siebie nie poczujemy. Raz, raz jedyny pocałowaliśmy się ale chyba nie możliwe, że to znaczyło dla niego coś więcej? Nasza przyjaźń by tego nie przetrwała, jestem tego pewna.
-Przepraszam, mam dzisiaj okropnie zły dzień. - Uśmiechnęłam się nieśmiało spuszczając wzrok na swoje buty. Chłopak się tylko zaśmiał. Staliśmy jeszcze chwilę w bezruchu wpatrując się w siebie.
Przez cały ten natłok żadne z nas nie usłyszało dzwonka na lekcję. Szybko pobiegliśmy w stronę klasy. Wbiegliśmy równocześnie do sali robiąc przy tam duże zamieszanie. Wszystkie spojrzenia były skupione na nas.
-A państwo gdzie było? - usłyszeliśmy głos znienawidzonej nauczycielki od biologii. Nienawidziłam jej jak i jej przedmiotu. Raz rzuciłam karteczkę Meg i na moje nieszczęście ona to zauważyła, więc wysłała mnie do dyrektorki. Miałam tylko pogadankę i nic mi się nie stało. Uważam, że to było zupełnie bez sensu.
-Przepraszamy za spóźnienie. - powiedzieliśmy równocześnie. - Czekałam na Matta przed szkołą a jemu się spóźniał autobus, więc... no właśnie. - Nasz prawdziwy powód spóźnienia nie był aż tak istotny, żeby ktokolwiek musiał o tym słuchać.
-Czyżby? Widziałam was jak wchodziliście do szkoły. - odparła nauczycielka.
-Tak naprawdę byliśmy na szybkim numerku. To chciała pani usłyszeć? - powiedział mój przyjaciel i uśmiechnął się zawadiacko do nauczycielki. Obydwoje w między czasie skierowaliśmy się na nasze miejsca. Miło było patrzyć na reakcję tej stukniętej baby. Była cała czerwona ze złości i aż się dziwie, że nic nie odpowiedziała tylko zmierzyła go wzrokiem jakby chciała przekazać, żeby uważał na siebie, ponieważ nastepny raz może się skończyć inaczej. Pewnie też go wyśle do dyrektorki, która nic z tym nie zrobi. Uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciela. Cała lekcja minęła szybko tak jak i połowa innych zajęć, na szczęście nie wydarzyło się nic szczególnego.
Właśnie siedziałam na lekcji fizyki i jakoś nie bardzo mnie interesowało to co gada nauczycielka, więc zaczęłam bawić się telefonem. Moje złe przeczucie co do dzisiejszego dnia zaczęło się nasilać a ja na tamtą chwilę zapragnęłam tylko wrócić do domu i pójść spać. To zdecydowanie jedyna rzecz, która poprawiłaby mi humor. Nie mam nawet z kim porozmawiać, ponieważ Matt tej lekcji nie ma ze mną a ludzie z klasy nie bardzo mnie lubią. Chyba jeszcze o tym nie wspominałam ale wiecie jak zawsze opisują te wredne dziewczyny, które uchodzą za typowe dziwki szkolne? No to, takie miano mam w tej szkole. Osobiście nie przeszkadza mi to, ponieważ tylko ja znam siebie najlepiej no i przede wszystkim to jest liceum. To tutaj mamy korzystać z życia, poznawać i doświadczać wszystkiego. Nie chciałam być uznawana za szarą myszkę. No i to nie jest tak, że sypiam z chłopakami. Oczywiście, że nie. Spałam dokładnie z trzema chłopakami, co wydarzyło się na imprezie. Pamiętam ich dokładnie, pierwszy jest o rok starszy ode mnie, z klasy sportowej i jest kapitanem drużyny koszykarskiej a ja mam słabość do przystojnych koszykarzy więc stało się. Jest tu naprawdę dużo profili a w sportowych klasach - jest ich 3 - są najlepsi chłopacy. O drugim chyba za wiele nie można powiedzieć, nie pamiętam jego imienia ale wiem, że przeze mnie rozstał się z dziewczyną. Trzecim chłopakiem jest... Matt. To było jeszcze przed tym pocałunkiem w którym nie do końca jestem pewna ale chyba chodziło o prawdziwe emocje. Wracając do tego incydentu - uznaliśmy, że to najbardziej nieodpowiednia rzecz jaką moglibyśmy kiedykolwiek zrobić w stosunku do siebie. Nie wspomnieliśmy o tym nigdy i wątpię, że wspomnimy.
Gdy byłam w gimnazjum i gdy było ze mną ''jeszcze ok'', marzyłam o takim życiu w liceum, wiedziałam od początku jak chciałabym, żeby to wyglądało no i tak oto właśnie jest. Jednak w tym wszystkim jedna rzecz nie daje mi spokoju, właściwie to nie jedna a trzy rzeczy. Po pierwsze uważam, że moje przeczucia mają coś wspólnego z moją przeszłością, która jak sądzę niedługo da mi się we znaki... Nie chciałabym, żeby to się okazało prawdą. To by był cios prosto w serce. Nie uważam, że jestem aż na tyle silna. Nie chcę powtarzających się wydarzeń, przewijających się przez moje życie jak tani dramat lub uciążliwe deja vu. To i tak wywiera na mnie zbyt dużą presję, zostawiło ślad, który nigdy nie zniknie, i gdyby teraz miało to wrócić nie wytrzymałabym. W tej szkole nikt nie zna mojej przeszłości, nikt nie wie co mi się wydarzyło, to jest to co chciałam, to jest to o czym myślałam. Oczywiście zdarza mi się wrócić do domu, siedzieć przy lekcjach a potem pomyśleć 'co ja sobą reprezentuję', 'co mi to da w przyszłości', 'kim tak naprawdę jestem' a potem płaczę przez całą noc i nikomu o tym nie mówię, a to wszystko pod pretekstem ''gorszego dnia'', więc może nie jestem taka twarda jak wszystkim się wydaje albo sama tak myślę. Nienawidzę o tym rozmawiać, często nawet zaprzeczam samej sobie bo po prostu nie chcę pamiętać przeszłości..., nawet jeśli się z nią pogodziłam i jestem dumna, że przez to przeszłam. Myślę, że to naprawdę tylko dzięki Mattowi, moim chęciom i Megan. Po drugie to od pierwszej klasy, pierwszego dnia, codziennie widzę jakąś zakapturzoną postać. Przysięgam, że nie było dnia kiedy jej nie widziałam. Wszyscy mi mówią, że mam jakieś przewidzenia i, że jestem nienormalna ale ja wiem, że o coś tu chodzi. W tym roku obiecałam sobie, że to rozszyfruję, nie ważne jak i nie ważne za jaki koszt - zrobię to. Wiem, że to nie są tylko jakieś tam przewidzenia i wiem, że w tym przypadku tu chodzi o grubszą sprawę. Jeśli chodzi o tajemnice no to jesteśmy już przy trójce tzn. mam wrażenie, że Megan coś przede mną ukrywa. Od kiedy miałyśmy poważną dyskusje w wakacje o moich zamiarach na zdemaskowanie tej zakapturzonej osoby nasze kontakty się znacznie pogorszyły. Matt powiedział, że nie powinnam się przejmować. Po prostu Megan może już irytować ciągła próba ''udowodnienia sobie czegoś'' jak to ona nazwała.
W trakcie fizyki dostałam sms'a od Matta, żebyśmy się spotkali po lekcji w sali od biologii, ponieważ on musi zostać jeszcze w szkole a chciałby się ze mną zobaczyć.
Po dzwonku prędko pokierowałam się na drugie piętro tam gdzie mam zobaczyć się z przyjacielem. Upewniłam się, że nikt nie patrzy jak wchodzę do klasy i zamknęłam za sobą drzwi. Na końcu pomieszczenia stał chłopak odwrócony tyłem ale wcale nie przypominał Matta.
Zajęło mi ułamek sekundy, żeby rozpoznać, że to zakapturzona postać, którą miałam zamiar zdemaskować. Podeszłam bliżej ale chłopak zdawał się nie czuć mojej obecności i w spokoju układał książki na półce. Wyciągnęłam rękę w jego stronę i położyłam na ramieniu w celu szturchnięcia go.
-Hej, czy ty... - chłopak odwrócił się i w tym momencie zrobiło mi się słabo. Miałam wrażenie, że wszystko co zyskałam do tej pory odebrano mi z prędkością światła właśnie dzisiaj, właśnie teraz, w tym momencie. Czy to naprawdę on?
------
No więc jest już drugi rozdział. Nie mogę uwierzyć, że go napisałam. Mogłabym przysiądź, że nie zdążę z tym wszystkim. Ogólnie to nie jestem z niego zadowolona. Nie wiem, po prostu nie podoba mi się i zdaję sobie sprawę z naprawdę ogromnej ilości błędów. Liczę tylko na to aby wam przypadł do gustu! Zachęcam do komentowania, to naprawdę motywuje!
A tak przy okazji to jak myślicie kto okaże się być tym tajemniczym chłopakiem? ;)
O i o mało bym zapomniała, bardzo ale to bardzo dziękuję za te 6 komentarzy pod poprzednim rozdziałem, czuję się genialnie, a zwłaszcza, że jeszcze troszkę a wybije 1000 odwiedzin!
A no i następny rozdział planuję dodać w następny weekend :)
Świetnie Ci idzie! Nie mogę się doczekać kolejnego wpisu ♡
OdpowiedzUsuńPewnie to będzie Luke! :D
OdpowiedzUsuń